niedziela, 6 sierpnia 2017

PIENIŃSKICH WĘDRÓWEK DZIEŃ DRUGI: Z PALENICY DO WĄWOZU HOMOLE

Górskie powietrze ma w sobie coś, co potrafi zaczarować cały umysł. Po wyczerpującym dniu obudził mnie cudowny powiew świeżości poranka. Była 6 rano, a nad górami i halami jeszcze unosiła się wstęga mlecznej mgły. Jej długi ogon oplatał domy, stogi siana i wił się nad łąkami, gdzie jeszcze pozostały kropelki rosy.

Stałam na balkonie chłonąc całą sobą rześkość poranka nie zakłóconego odgłosami życia. Wszystko wydało się stać w miejscu, wszystko pozostawało jeszcze pod wpływem słodkiego, niedzielnego snu, a natura objawiała się w całej swojej niezwykłości. Na policzkach czułam delikatne powiewy wiatru, na hali ktoś rozbił swój namiot, a słońce niezdarnie próbowało przebić się przez warstwę chmur. Zapowiadał się dobry dzień.

Na szlak wyruszyłam dość wcześnie. Po godzinie 8 rano przystanęłam nad opustoszałym jeszcze Grajcarkiem. W wodzie taplały się kaczki po czym szaleńczo wzlatywały w górę.


Kilku rybaków brodziło między kamieniami, a pierwsi sprzedawcy rozkładali swoje kramy. Po pokonaniu mokrą stopą :) Grajcarka skierowałam się w kierunku Palenicy (722 m n.p.m). Kolejka na ten szczyt już ruszyła i nade mną przetaczały się pierwsze, jeszcze puste, wagoniki.


Skierowałam się na żółty szlak, który rozpoczynał się tuż za stacją kolejki. Cała trasa na Palenicę wiodła przez las. Podejście było krótkie (około 45 minut), ale trochę się namęczyłam, gdyż ścieżka wiła się ostro pod górę. Po dość intensywnej wędrówce, podczas której nad głową widziałam dyndające nogi osób wjeżdżających kolejką, stanęłam na szczycie. Roztaczał się z niego malowniczy widok na Tatry i Pieniny.


W dole majaczyły czerwone dachy domów, a na rozległych halach strzelały w górę trawy oraz polne kwiaty. Na samej Palenicy znajdowała się dość rozbudowana infrastruktura. Można tam znaleźć schronisko z restauracją, całe place zabaw dla dzieci i ludzi opalających się na kocach. Właściwie sporo osób traktowało Palenicę jak doskonałą łąką do poleżenia na słońcu, bo przecież nie trzeba samodzielnie wchodzić tylko można wjechać kolejką. Nie bardzo przypadają mi do gustu tacy turyści, który de facto unikają chodzenia po szlakach.


Po krótkim odpoczynku ruszyłam na Szafranówkę (742 m n.p.m), która leżała już przy granicy polsko-słowackiej. Udało mi się nawet odnaleźć słupek graniczny. Stamtąd roztaczał się ujmujący widok na położoną niżej Szczawnicę, Beskid Sądecki i oczywiście Pieniny. Z Palenicy zjechałam kolejką. Cała podróż trwała ok. 5 minut, a z łagodnie opadających wagoników mogłam podziwiać rozległą panoramę okolicy.


Jako kolejny punkt dnia zaplanowałam wędrówkę przez wąwóz Homole. Jako że pogoda zaczęła się zmieniać, a niebo powoli zaczęło zasnuwać się granatowymi chmurami, pospieszyłam na autobus, który zawiózł mnie do pobliskiej wsi Jaworki. To tam znajdowało się wejście do wąwozu. Przy pięknej pogodzie można spotkać dość sporo turystów oblegających dosłownie każdy kamień. Ze względu na to,  że zaczął kropić lekki deszcz wiele osób zrezygnowało z wędrówek. I całkiem dobrze się złożyło, ponieważ zdołałam uniknąć typowego oblężenia i mogłam rozkoszować się cudowną aurą tego miejsca w komfortowych warunkach.



Sam wąwóz ciągnie się na długości ok. 800 metrów. Z obu stron otaczają go potężne ściany zbudowane ze skał wapiennych. Natomiast dnem przepływa potok Kamionka, którego chłodny nurt przyjemnie chłodził dłonie. Jak cudownie było spacerować pośród ogromnych głazów, które usadowiły się wśród soczyście zielonej roślinności oraz licznych kaskad wartko niosących wodę. Sam wąwóz jest niezwykle malowniczy co podkreślają jeszcze małe mostki i rozsiane po drodze kamienie, które wydają się być rozrzucone przez mitycznego olbrzyma.


Co ciekawe znany jest dokument z 1529 roku, który wspomina o zamku znajdującym się niegdyś w wąwozie. Była to warownia usytuowana wśród skał. Później popadła w ruinę. Z czasem w wąwozie zaczęto wypasać owce i przemierzali go poszukiwacze skarbów.

Z wąwozu wyszłam na polanę i skierowałam się kamienną ścieżką w górę. Na rozwidleniu skręciłam w lewo kierując się do szałasu „Bukowinki”, gdyż niebo zasnuły już ciemne chmury i pogoda zaczęła się zmieniać. Droga w prawo prowadziła na najwyższy szczyt Małych Pienin – Wysoką (1052 m n.p.m). Sam szałas znajdował się na rozległej polanie przy górnej stacji kolei linowej.


Trzeba przyznać, że widok był bajkowy. Burzowe chmury kontrastowały z ciemno-zieloną trawą, a na horyzoncie malowany się wzniesienia Beskidu Sądeckiego i Pienin. Dodatkowo uroku dodawały pasące się pod lasem owce i krowy. Niestety nie było mi dane zbyt długie zachwycanie się tymi widokami, gdyż nagle z nieba zaczął padać deszcz. Szybko pospieszyłam do stacji kolejki, aby przed nadciągającą burzą zjechać na dół.


Już w Jaworkach rozpadało się na dobre. Udało mi się dość prędko złapać powrotny bus i po kilku minutach byłam już w Szczawnicy.

Praktycznie:
  • bus ze Szczawnicy do Jaworek to wydatek 3 zł,
  • zjazd z Palenicy kosztował 13 zł, 
  • na kurs w obie strony trzeba przeznaczyć 18 zł.
 
TUTAJ  znajdziecie wszystkie moje górskie przygody.

5 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia :) Ja bym Cię chciała tak praktycznie dopytać, czy droga z Jaworek do tego wąwozu jest łatwa? Widziałam na mapie, że to podobno jedynie 400 metrów, ale jaka jest jej trudność? Myślałam nad pójściem tam z moim bratem, który nie może chodzić po trudnych szlakach - w sumie musi być naprawdę łatwy. W każdym razie jak oceniasz ten szlak? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szlak jest prosty. Idzie się czasami po kamieniach, ale nie ma jakiś dużych wzniesień. A widoki są piękne :)

      Usuń
  2. "Wstęga mlecznej mgły" - najczęściej podziwiana przeze mnie podczas podróży pociągiem przez pół Polski. Widok świata budzącego się do życia uspokaja i wycisza. Sprawia, że czujemy jedność z naturą. Co do turystów trochę się z Tobą nie zgodzę mimo, że też nie przepadam za tłumami,to moim zdaniem nie ma znaczenia czy turyści są entuzjastami pieszych wędrówek, czy wożą tyłek wyciągami, ważne jest to, że nie siedzą w domu przed telewizorem. Znaczenie ma za to, czy po takich biwakach i leżingach na szczycie, ludzie potrafią po sobie posprzątać - jeśli nie, to nie powinni wychodzić w ogóle z domu ;) Pasące owce zawsze dodają uroku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat spowity mgłą skrywa swoje tajemnice, a kiedy ona ustępuje cudownie jest obserwować budzącą się przyrodę do życia. Co do turystów ciężko się patrzy na męczone konie,które mają wwożą ludzi na jakiś szczyt. Duże grono turystów na ma zupełnie empatii i tak naprawdę nie interesują się losem zwierząt czy przyrodą. Jeżdżą na wakacje bo wypada, bo znajomi pojechali.

      Usuń
    2. Męczenia zwierząt nie popieram. Uważam, że można wykorzystać inne środki transportu: wyciągi, wagoniki lub traktor i drewniane wozy. Potwierdzam, że im więcej ludzi, tym mniej poszanowania przyrody. Nie wiem czy widziałaś zdjęcia z plaży w Kołobrzegu po jakimś festiwalu? Po prostu masakra, piasku prawie nie widać, a między puszkami po piwie i innymi śmieciami leżą "laski" w bikini. Nie wiem jak tak można wypoczywać. Zastanawiam się tylko, jak ci ludzie mieszkają. Czy też w takim syfie?

      Usuń